Tajlandia

Budda tkwi w szczegółach

posted by Krzysiek 28 stycznia 2016 0 comments

Wczoraj po raz kolejny wyszło tak, że spędziliśmy pół nocy jeżdżąc rowerami po Bangkoku bez konkretnego celu i przyglądając się nocnemu życiu miasta. Bangkok tętni życiem przez całą dobę i każda pora jest dobra, żeby pójść na targ albo do świątyni. I do świątyni właśnie trafiliśmy, chociaż tym razem zupełnie innej niż poprzednio.

Nie była to już typowo turystyczna atrakcja jak Wat Pho, po której szwendaliśmy się poprzedniego dnia. Położona dalej od turystycznego centrum, koło jakiegoś wielkiego skrzyżowania, przyciągnęła naszą uwagę nie tylko kolorowymi zdobieniami, ale także tłumem ludzi, którzy kotłowali się przed bramą. Już z dala wyglądała na miejsce tętniące życiem, mimo że był sam środek nocy. Zdecydowanie nie było tam turystów. Bo który turysta przyjdzie zwiedzać świątynię o północy? A na modlitwę to przecież idealna pora.

Główny budynek świątyni był o tej porze zamknięty, ale wokół znajdował się ogrodzony teren, przypominający trochę kiczowate kramy z dewocjonaliami, jakie można znaleźć pod bazyliką w Licheniu albo na Jasnej Górze. Tu było dokładnie to samo, tyle że po buddyjsku: mnóstwo Buddów i innych świętych figurek, a do każdej coś, co można kupić i oferować duchom i bogom, by zjednać sobie ich przychylność.

Wciąż nie wiemy, co symbolizuje który Budda. Który będzie lepszy na dolegliwości, a który na problemy sercowe? Lepszy będzie siedzący czy leżący? Trudno o takie informacje na tabliczkach informacyjnych w świątyniach, chociaż tutaj akurat widzieliśmy jedną z modlitwą: „Parę Trudnych Wyrazów Po Tajsku (powtórz 3 razy), dobre na porywy serca”.

Doszliśmy do wniosku, że zamiast próbować objąć rozumem całość, lepiej będzie skupić się na szczegółach. Dzięki temu może łatwiej będzie zrozumieć symbolikę i przeznaczenie tego wszystkiego, a także motywy i intencje przybywających tam ludzi. Chcieliśmy przyjrzeć się temu wszystkiemu z bliska. Zrobić zdjęcia małym elementom, nie wielkim konstrukcjom. W rezultacie zdjęcia samej świątyni nawet nie zrobiliśmy, bo i po co? Przed Wami zdjęcia tego, co tam znaleźliśmy. Być może powie Wam co nieco o buddyzmie, może nawet więcej niż zdjęcia świątyń i procesji mnichów.

SAMSUNG CSC

Inskrypcje na gongu:

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Karteczki z modlitwami na ścianach:

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Lampa olejna:

SAMSUNG CSC

Olej, olej…

SAMSUNG CSC

…i po oleju:

SAMSUNG CSC

Swoją drogą pan przed wejściem miał cały stragan z olejem. Wyłącznie olejem. Wszystkie rozmiary butelek, na małe i duże modlitwy.

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Modlitwy zapisywane na złotej folii:

SAMSUNG CSC

I specjalne pisaki modlitewne:

SAMSUNG CSC

Czy Budda pali?! Co na to jego rodzice?

SAMSUNG CSC

Posąg przypominający bardziej Ludzika Michelin niż Buddę:

SAMSUNG CSC

Perły dla Buddy?

SAMSUNG CSC

Bardzo popularne kwiatowe wieńce. Zaledwie godzinę wcześniej zupełnie przypadkiem trafiliśmy do hurtowni takich kwiatków, chyba rozprowadzającą dewocjonalia na skalę krajową. Robi wrażenie.

SAMSUNG CSC

Owoce również z tej samej hurtowni, zapakowane specjalnie dla duchów:

SAMSUNG CSC

A może to była chińska świątynia?

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Bożek zjadający pieniądze? Czy oddający z nawiązką?

SAMSUNG CSC

Bogato zdobiony złoty Budda, a dokładnie miejsce, gdzie kończyły się jego plecy:

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Można było sobie kupić kawałek złotej blaszki i nalepić na posągu:

SAMSUNG CSC

I na koniec powiedzcie nam – co tam u licha robiły krowy? Czy to jakiś ichniejszy odpowiednik bożonarodzeniowej stajenki? Rzecz jasna można było sobie kupić woreczek siana albo pęczek zieleniny i dokarmiać. No stajenka jak się patrzy.

SAMSUNG CSC

You may also like

%d bloggers like this: