NepalŻycie w podróży

Czy Thamel jest outdoorowym rajem zakupowym?

posted by Izabela 18 kwietnia 2016 0 comments
Mapy, mapy i jeszcze raz mapy. Wszystkie takie same, stare i z błędami :) Ale przynajmniej tanie i łatwo dostępne.

Nepal to kraj ośmiotysięczników i tanich sprzętów outdoorowych. Tak przynajmniej utrwaliło się w naszych głowach. Thamel, turystyczna dzielnica Katmandu, to raj zakupowy dla miłośników sprzętu trekkingowego. Mnóstwo sklepików, w których zaopatrzymy się w każdy możliwy rodzaj sprzętu trekkingowego za ułamek ceny oryginalnych rzeczy. W wielu poradnikach i relacjach piszą nawet, żeby nic potrzebnego na trekking nie kupować przed wyjazdem, bo na miejscu będzie szybciej i taniej. Ja też tak myślałam, wiązałam nawet spore nadzieje z tymi zakupami, mam przecież lekkiego sprzętowego świra. A potem wychodziłam co raz bardziej zawiedziona z kolejnych sklepików.

Jeden ze sklepików outdoorowych. Asortyment podobny jak we wszystkich pozostałych, ceny jak zawsze różne.

Jeden ze sklepików outdoorowych. Asortyment podobny jak we wszystkich pozostałych, ceny jak zawsze różne.

Ustalmy kilka faktów:

Na Thamelu króluje głównie The North Face.

Ale jeśli dobrze poszukamy, to znajdziemy taki sam ciuszek z logo naszej ulubionej (byle znanej) firmy. Wszystkie produkty to kopie, najczęściej wyprodukowane w Chinach, ale też w Korei i Wietnamie. Zwykle nawet nie naśladują konkretnych modeli marek, które udają. Wyjątkiem są chyba tylko czołówki, które są kopią oryginalnych modeli i zostały nawet zapakowane w opakowania udające oryginalne. Tak naprawdę nie wiadomo, kto jest producentem i do kogo mieć ewentualne pretensje, gdy nowiutki produkt się rozpadnie.

Jakość produktów pozostawia wiele do życzenia.

Mimo, to sprzedawcy w prawie każdym sklepie będą zapewniać, że to „best quality”. Laikowi może być trudno się odnaleźć. Ja też, mimo że mam lekkiego bzika na temat sprzętu, byłam lekko skonfundowana. Na wieszakach większość z tych rzeczy wygląda przyzwoicie, wystarczy jednak obejrzeć z bliska, przymierzyć i w większości przypadków rozwiewają się wątpliwości dotyczące jakości wykonania.

Ceny są z kosmosu.

To znaczy, ceny mogą wydawać się niskie. Do momentu kiedy zdamy sobie sprawę z jakości tych produktów. Dodatkowo sprzedawcy w dużej mierze ustalają ceny według własnego widzimisię. Bezwzględnie należy się targować. Cenę zawsze da się zbić.

Jak więc nie stracić kasy i nie kupić bubla? Najlepiej nie kupować 🙂 Serio. Jeśli jednak musimy coś kupić, bo przyjechaliśmy do Nepalu na trekking i wciąż nie mamy butów/kurtki/spodni/skarpet czy czegoś równie niezbędnego, mam kilka rad jak nie przepłacać.

To, że wszystkie produkty to kopie, już ustaliliśmy. To, że jakość jest do dupy – też.

Na zmęczonych łażeniem turystów na każdym rogu czekają riksze.

Na zmęczonych łażeniem turystów na każdym rogu czekają riksze.

Z czym wiąże się do dupy jakość?

Z tym, że dwa buty tego samego modelu, w tym samym rozmiarze, są różnej wielkości. Że rozmiar większy bywa mniejszy od rozmiaru mniejszego, oczywiście tego samego modelu. To samo z ubraniami. Jeden rękaw krótszy, drugi dłuższy. Bezsensowne kroje – np. bardzo szerokie i krótkie bluzy.  Strzępiące się, krzywe szwy. Samozaciągające się tkaniny. Dużą uwagę trzeba zwrócić też na zamki, taśmy ściągające, klamry itp. Często te plastikowe elementy do ściągania sznureczków są zawieszone tylko dla ozdoby, bo w praktyce nie działają, albo już są połamane. Hitem były buty, które zaczęły się rozpadać już na półce sklepowej- pojawiła się gęsta siatka pęknięć na materiale wierzchnim. Na to nic nie poradzimy, musimy się z tym pogodzić. I każdą rzecz dokładnie obejrzeć. Trzy razy. A potem odłożyć na półkę 🙂

Żeby nie być gołosłownym – nasze buty trekkingowe rozpadły się po tygodniu noszenia, mimo że wybraliśmy najporządniejsze modele. Ich koszt to 40-45 USD, więc wcale nie mało jak na buty na tydzień. Na przełęcz Thorung La (5416 m n.p.m.) oboje udaliśmy się już w kompletnie porozklejanych butach. I nie pomogło to, że ja swój model ubrałam po raz pierwszy w Manang, czyli miasteczku na ok. 3650m n.p.m. Do tej wysokości pozostałam wierna najlepszemu obuwiu trekkingowemu, rekomendowanemu przez większość miejscowych, czyli piankowym klapkom. Zachwalane membrany w nepalskim obuwiu to kompletna bzdura, buty przemakają po 15 minutach kontaktu z odrobiną śniegu, mimo że stopa poci się w nich co najmniej tak jakby w środku był worek foliowy. W Polsce bez problemu da się kupić proste treki za 1/3 ceny z Thamelu, a biedronkowa czy lidlowa jakość jest na pewno wyższa i przynajmniej wytrzyma trekking. Kupiliśmy też kilka par skarpetek, które ceną odbiegają ewentualnie w górę od modeli trekkingowych z naszych supermarketów, za to capią dużo bardziej niż takie z Lidla. Za to w czasie jednego trekkingu nie udało nam się ich zużyć, więc jakość nie jest taka straszna 😀

Ceny są jak z gumy.

W jednym sklepie sprzedawca za to samo potrafi zawołać dwa-trzy razy więcej niż w sklepie obok. Jeśli już chcemy coś kupić dobrze jest przejść się po kilku – kilkunastu sklepach i sprawdzić jaki jest rozrzut cenowy. A potem zaproponować cenę trochę niższą od najniższej znalezionej. I być twardym w negocjacjach. Jak nie w jednym sklepie, to w drugim, jednak zwykle sprzedawcy godzą się na zaproponowaną przez nas rozsądnie niską cenę. Naprawdę nie lubię się targować, ale inaczej robienie jakichkolwiek zakupów nie ma tutaj sensu.

Więc jak sobie radzić?

Najlepiej kupić wszystko wcześniej w domu. Gwarantuję, że rzeczy upolowane w Lidlu, czy Decathlonie będą i tańsze i lepszej jakości. A jeśli jeszcze mamy możliwość zrobić zakupy sporo wcześniej i upolować promocje, to sklepy outdoorowe na Thamelu możemy ewentualnie zwiedzić z ciekawości.

Nie należy oczekiwać, że któraś z kupionych rzeczy przetrwa trekking i będzie nam z powodzeniem służyć po powrocie do domu. Należy więc bezwzględnie zrewidować nasze potrzeby i kupić tylko rzeczy, bez których naprawdę nie możemy się obejść. Przed zakupem każdą rzecz obejrzeć sto razy, i potem jeszcze raz, zadając sobie pytanie, czy na pewno potrzebujemy tego chłamu. I bezwzględnie się targować, wcześniej sprawdzając jakiej kwoty za ten sam produkt oczekują sprzedawcy w różnych sklepikach. Aby zobrazować, dlaczego warto się przespacerować po różnych sklepach i jak może różnić się cena podam nasz przykład z wełnianymi czapkami, które są hitem na Thamelu: w trzech kolejnych sklepach cena wywoławcza różniła się od 300 do 800 rupii, przy czym były też miejsca, gdzie takie czapki leżały w pudełkach z napisaną ceną z zakresu 100-200 rupii. Za jedną, tę samą, rzecz mogliśmy więc zapłacić od 1 do 8 USD. Spora różnica, zwłaszcza jeśli planujemy większe zakupy. Lepiej więc się wcześniej we wszystkim zorientować, zanim zdecydujemy się wyciągnąć pieniądze.

Po gadżety w stylu termos, latarka czy baterie najlepiej udać się poza Thamel. W sklepach outdoorowych za termos, który nie jest nawet podróbą, wołają sobie tyle, za ile w Polsce można kupić Primusa czy inną renomowaną markę na niewielkiej promocji. W sklepikach z AGD jest sporo taniej i duży szklany termos można kupić za 4 USD, a metalowy za 10. Podobnie sprawa ma się z innymi rzeczami: po plecak warto udać się do nieturystycznego sklepu z plecakami i torbami, po skarpetki na bazarek. Znajdziemy zwykle te same produkty (tylko taniej) i nie będziemy musieli się aż tak targować.

Tuż obok Thamelu znajdziemy Assan, czyli sporą dzielnicę handlową. Oprócz produktów spożywczych bez problemu znajdziemy tu termos, latarkę, skarpetki, bluzy polarowe i inne mniej lub bardziej potrzebne pierdoły. Nie jest tu aż tak turystycznie jak na Thamelu, ale też trzeba uważać.

Tuż obok Thamelu znajdziemy Assan, czyli sporą dzielnicę handlową. Oprócz produktów spożywczych bez problemu znajdziemy tu termos, latarkę, skarpetki, bluzy polarowe i inne mniej lub bardziej potrzebne pierdoły. Nie jest tu aż tak turystycznie jak na Thamelu, ale też trzeba uważać.

Warto też zwrócić uwagę na pudełka wystawione przed sklepami z napisaną ceną. W ten sposób można znaleźć koszulki dwa razy tańsze niż normalnie, trochę tylko przykurzone, albo kurteczki puchowe za 20 USD. Ale wciąż rękawy pewnie będą różniej długości, a krój będzie pasował na kosmitę.

Czy zatem wszystkie zakupy są bez sensu? Sensownie wyglądają puchowe śpiwory: za mniej niż 100 USD da się znaleźć fajny zimowy model, uszyty z cienkiego, lekkiego materiału i z puchem o sensownym stosunku pierza do puchu. Jednak nie należy się spodziewać informacji o ilości puchu, nic z tych rzeczy. Producent na metce podaje jedynie temperaturę. Jaką? Nie wiadomo. Wersje sprzedawców też są różne – jedni mówią, że to komfort, inni, że ekstremum. Śpiwory uszyte są całkiem nieźle, mają działające zamki i kołnierze termiczne. W niektórych modelach te kołnierze są na wysokości pasa, ale kto by zwracał uwagę na takie szczegóły, zwłaszcza w zimowych modelach 🙂

Na wieszaku ładnie wyglądają też spodnie i kurtki membranowe. Ale tutaj wszystko ładnie wygląda na wieszaku, a tego asortymentu akurat wcale nie oglądałam. Jednak mając porównanie, jak działa membrana w butach, jestem sobie w stanie wyobrazić jaką oddychalność i ochronę przed deszczem zapewniają te produkty.

Wcale nie uważam, że któryś z tych zakupów był okazją, czy pozwolił mi zaoszczędzić pieniądze. Kupiliśmy te rzeczy, bo musieliśmy, bo bez nich nie dalibyśmy rady przejść tego treku. Jednak mając wybór żadnego z tych produktów nie kupiłabym ponownie. W porównaniu do rzeczy z Lidla czy Biedronki, których mieliśmy okazje używać, jakość i cena (!) produktów na Thamelu wypada zdecydowanie niekorzystnie. Do produktów z normalnych sklepów outdoorowych rzeczy z Thamelu nie da się nawet porównywać.

Na Thamelu oprócz sklepów outdoorowych królują również sklepy z pamiątkami. Wełniane czapki, plecaki z konopi, szaliki z jaka. Takie gadżety wyglądają ładnie, kuszą i chyba warto zabrać je do domu. Tu też obowiązują te same zasady, co przy kupowaniu sprzętu trekkingowego. Rekonesans i targowanie się przede wszystkim!

Na Thamelu oprócz sklepów outdoorowych królują również sklepy z pamiątkami. Wełniane czapki, plecaki z konopi, szaliki z jaka. Takie gadżety wyglądają ładnie, kuszą i chyba warto zabrać je do domu. Tu też obowiązują te same zasady, co przy kupowaniu sprzętu trekkingowego. Rekonesans i targowanie się przede wszystkim!

You may also like

%d bloggers like this: