KambodżaMiejsca

Angkor Wat na skąpym budżecie – czy da się go zwiedzić i nie zbankrutować?

posted by Krzysiek 10 maja 2016 1 Comment
SAMSUNG CSC

O tym miejscu słyszał każdy, kto choć trochę interesuje się zabytkami, historią, Azją, albo kto po prostu oglądał Tomb Raidera i zachciało mu się przygód jak te Lary Croft. Główna atrakcja Kambodży, tak przez jej mieszkańców ceniona, że umieścili ją na swojej fladze i produkują piwo o tej samej nazwie. Każdy przybysz z zagranicy zostanie sto razy zapytany, czy już ją widział, bo w sumie nie mają tam nic innego, czym mogliby się chwalić, i o nic innego zapytać nie potrafią.

Tak jak każdy inny zabytek tej rangi na świecie, Angkor Wat nie należy do tanich atrakcji. Skoro turyści przyjeżdżają tutaj zobaczyć właśnie jego, to nie odpuszczą, nawet jeśli koszt będzie wyższy niż się spodziewali. Z tego względu ceny co i rusz skaczą do góry, pojawiają się nowe opłaty i wydatki, a człowieka próbuje się wydoić na każdym kroku. Kambodżanie dosłownie doszli w tym do perfekcji. W ten sposób osoba przyjeżdżająca tutaj bez wcześniejszego przygotowania może wydać dużo więcej niż zakładała.

Co innego, jeśli pojedzie się tam ze świadomością, jak to wszystko wygląda i czego można się spodziewać. I nie chodzi tu wcale o same wydatki, tylko o ocenę własnych możliwości i oczekiwań. Jeśli wybierasz się właśnie do Kambodży i zamierzasz odwiedzić Angkor Wat, to poniższy poradnik pomoże Ci rozeznać się w sytuacji.

Jak wygląda kompleks?

Cały kompleks ma około 400km², czyli gdyby umieścić go w Polsce, zająłby obszar porównywalny do małego powiatu. Teren pokryty jest lasem tropikalnym (ale nie znowu jakimś bardzo gęstym) i poprzecinany siatką dróg – głównie asfaltowych. Łączą one poszczególne świątynie, które są luźno porozrzucane po kompleksie. Całość jest praktycznie płaska, gdzieniegdzie mieszkają ludzie, przed świątyniami jest pełno budek z jedzeniem i wszelkiej maści pierdołami. Jeśli spodziewasz się przemykania wąskimi ścieżkami pomiędzy skrytymi w mrocznej dżungli ruinami, to wybij to sobie z głowy – Lara Croft miała od tego speców od grafiki komputerowej, Ty nie masz.

Posągi strzegące wejścia do kompleksu Angkor Thom.

Posągi strzegące wejścia do kompleksu Angkor Thom.

Jak poruszać się po kompleksie?

Opcji jest kilka w zależności od budżetu. Od razu możesz jednak zapomnieć o najtańszej, czyli chodzeniu piechotą. Odległości pomiędzy świątyniami są spore i po prostu spędzisz zbyt dużo czasu łażąc bezsensownie wzdłuż dróg – i wierz mi, to nie będzie miły spacer, tylko gonitwa. W rezultacie albo zobaczysz niewiele, albo w końcu dasz za wygraną i wynajmiesz tuk-tuka – a więc pozornie najtańsza opcja ostatecznie okaże się wcale nie taka tania. Są na szczęście inne:

Rower

Najbardziej ekonomiczna opcja. W mieście znajduje się mnóstwo wypożyczalni oferujących rowery górskie lub miejskie. Ceny zaczynają się od 2,50$ za dzień, można sobie pójść dzień wcześniej i wypożyczyć. Spodziewaj się przejechać 30-50 km w ciągu dnia, żeby móc na spokojnie zobaczyć kilka głównych świątyń. Oczywiście uważamy, że to najlepsza opcja. Żadnej innej nawet nie braliśmy pod uwagę – przecież mieliśmy swoje.

Rower elektryczny

Jest to dość popularne i rzekomo jest w stanie przejechać 40km na pełnej baterii. Jeśli jednak bateria się skończy, trzeba pedałować na maleńkich, śmiesznych pedałkach do najbliższego punktu ładowania (widzieliśmy taki jeden na terenie kompleksu) lub – jeśli takowego nie znajdziesz – do samego miasta.

Skuter

Ceny wynajmu zaczynają się od około dziesięciu dolarów za dzień. Z tego co słyszeliśmy, wynajmującym oraz policji nie podoba się, kiedy białas sam kieruje – lepiej, żeby jechał z wynajętym kierowcą, co oczywiście generuje dodatkowe koszty, ale oznacza więcej kasy w kieszeniach odpowiednich ludzi. Podobno da się to obejść, wynajmując skuter na blachach innych niż z Siem Reap. Skuter dowiezie Cię tak daleko, jak tylko chcesz, pozwoli odwiedzić najdalsze zakątki kompleksu, a do tego zmieszczą się na niego dwie osoby. Dobra opcja dla par, o ile sami nim kierujecie.

Tuk-tuk

Opcja wygodna dla par i niewielkich grup. Do środka wejdą 4 osoby, chociaż Azjatów zmieściłoby się więcej. Ceny zaczynają się od kilkunastu dolarów, ale na pewno lepiej zawczasu popytać na mieście, w hotelu lub poszukać kontaktu do konkretnych kierowców w Internecie (widzieliśmy parę takich przykładów na blogach) niż liczyć na łut szczęścia. Szukanie tuk-tuka tuż przed wyjazdem lub już na terenie kompleksu będzie się raczej wiązało z dużo większym wydatkiem.

Taxi, minivany, autobusy

To opcje albo dla starych spróchniałych dziadów, albo dla dużych wycieczek. Raczej nie ma się co o nich rozpisywać w artykule o budżetowym zwiedzaniu.

Uwaga na słonie!

Uwaga na słonie!

Jak dostać się do kompleksu?

Generalnie cały teren jest nieogrodzony i nie ma żadnych bram – można więc potencjalnie wjechać tam o dowolnej porze bez pokazywania biletu komukolwiek. Dopiero przy wejściach do świątyń sprawdzane są bilety i za przebywanie na terenie świątyni bez biletu rzekomo można dostać karę finansową. Godziny otwarcia świątyń są równoznaczne z godzinami pracy strażników – większości nie da się fizycznie zamknąć na klucz.

Angkor Wat, czyli świątynia od której cały kompleks bierze swoją nazwę, znajduje się około 7km od turystycznego centrum Siem Reap. Druga ważna świątynia – Angkor Thom – to już jakieś 13km do przejechania. Mniej więcej w podobnej odległości od miasta znajduje się słynna świątynia porośnięta drzewami, Ta Prohm. Najdalsze świątynie znajdują się ponad 30km dalej.

Do kompleksu od strony miasta prowadzą co najmniej trzy drogi, ale chyba tylko przy tej głównej znajdują się kasy biletowe.

Wejście do Angkor Thom.

Wejście do Angkor Thom.

A gdyby tak pooglądać świątynie tylko z zewnątrz?

Jasne, że możesz bez problemu wjechać na teren kompleksu, nie posiadając biletu, ale jeśli myślisz, że wystarczy Ci obejrzenie świątyń z zewnątrz, to będziesz mocno zawiedziony – szczególnie że właśnie dla nich przyjechałeś do tego kraju. Niestety niektóre z nich są otoczone olbrzymią fosą lub długim murem – dla przykładu fosa otaczająca Angkor Thom to pierścień 3km x 3km, co oznacza, że samej świątyni z zewnątrz w ogóle nie widać. Jeśli objedziesz w ten sposób cały kompleks, to Twoje zwiedzanie ograniczy się jedynie do oglądania murów, budek z jedzeniem i bogatych ludzi w tuk-tukach, którzy nie pożałowali 20 dolców na bilet i teraz pędzą od świątyni do świątyni.

Ile trzeba czekać, żeby wszyscy usunęli się z kadru? Na tego kolesia trzeba by chyba czekać wieczność.

Ile trzeba czekać, żeby wszyscy usunęli się z kadru? Na tego kolesia trzeba by chyba czekać wieczność.

Czy warto wybrać się na wschód słońca?

I tak, i nie.  Wielką atrakcją jest oglądanie słońca wschodzącego ponad główną świątynią i wielu fotografów amatorów i profesjonalistów stawia sobie za życiowy cel zrobienie tego jedynego, wyjątkowego zdjęcia. Oczywiście najlepsze zdjęcia to takie, na których świątynia odbija się w tafli wody, więc wszyscy tłoczą się nad brzegiem jednego jedynego stawu.

Codziennie od wielu lat zdjęcie z tego samego punktu robi tysiące osób. Nie łudź się – Twoje wcale nie będzie wyjątkowe.

Dużo lepszym pomysłem jest udanie się na wschód słońca do jakiejkolwiek innej świątyni – chociażby Angkor Thom, gdzie jest sporo przestrzeni, albo Ta Prohm, do której wchodzi się od zachodu, ale którą niestety otacza dość gęsty las. Dobry widok powinien być także ze wzgórza Phnom Bakheng, które jest najwyższym punktem centralnej części kompleksu. Gdybyśmy wybierali się do Angkor Wat po raz drugi, pojechalibyśmy właśnie tam.

Za udaniem się na wschód słońca przemawia oczywiście fakt, że im wcześniej zaczniesz, tym lepiej wykorzystasz bilet. Pamiętaj jednak, żeby się dobrze wyspać, bo inaczej zwiedzanie wcale nie będzie przyjemnością!

No romantycznie jak diabli, co nie?

No romantycznie jak diabli, co nie?

Jak ominąć tłumy?

Większość osób zaczyna zwiedzanie od wschodu słońca w głównej świątyni Angkor Wat, a następnie robi pętlę po pozostałych, najbardziej popularnych świątyniach. Oznacza to, że pomiędzy nimi cały czas ciągnie się sznur samochodów, tuk-tuków, rowerów, motocykli i czasem słoni. Jeśli chcesz to ominąć, najlepiej od razu wyjedź jak najdalej do bardziej odległych świątyń (szczególnie, jeśli poruszasz się motocyklem i nie ogranicza Cię dystans), a potem zwiedzaj sobie na spokojnie kolejne, kiedy tłum już się trochę rozproszy.

Świątynia na wzgórzu Phnom Bakheng - obecnie w remoncie, ale może okazać się najlepszym miejscem na oglądanie wschodu słońca.

Świątynia na wzgórzu Phnom Bakheng – obecnie w remoncie, ale może okazać się najlepszym miejscem na oglądanie wschodu słońca.

Wystarczy mi jeden dzień, czy lepiej od razu kupić kilkudniowy bilet?

Oprócz biletów jednorazowych można też dostać trzydniowe i tygodniowe. Jednodniowy bilet kosztuje 20$. Szczerze mówiąc, po pierwszym dniu nie chciałoby mi się tam drugi raz wjeżdżać. Kompleks warto zobaczyć, warto dowiedzieć się, co to tak naprawdę jest, ale panujący tam tłok i ganianie pomiędzy świątyniami jest raczej męczące. Jeśli nie jesteś pasjonatem ruin, nastawionym na dogłębną eksplorację, to spędzenie tam drugiego i trzeciego dnia wyda Ci się już zwyczajnie nudne. Po odwiedzeniu którejś z kolei świątyni każda następna będzie się wydawała taka sama. Jeśli nie jesteś fanem łażenia za tłumem jak baran, robienia tych samych zdjęć co wszyscy inni i udawania, że jesteś Indianą Jonesem samotnie eksplorującym starożytne ruiny, to więcej niż jeden dzień w kompleksie nie jest Ci absolutnie potrzebny. Zaoszczędzony czas lepiej spędzić robiąc coś przyjemniejszego, na przykład wyjeżdżając z kraju.

Każdy włazi na te ruiny, żeby zrobić sobie klasyczne zdjęcie "z nóżką w oknie".

Każdy włazi na te ruiny, żeby zrobić sobie klasyczne zdjęcie „z nóżką w oknie”.

Co zabrać ze sobą do jedzenia?

W sumie możesz nie zabierać nic – wszystko jest na miejscu. Jak jednak pewnie możesz się spodziewać – posiłki w knajpach mogą być nawet kilkukrotnie droższe niż normalne ceny w Kambodży. Kraj nie słynie niestety z przekąsek, które można łatwo kupić „na potem”, ale zawsze możesz wziąć ze sobą jakieś owoce, ciastka albo chrupki.

Knajpki, jak wspomniałem, rzucają nieraz ceny z kosmosu. Jeśli chcesz zaoszczędzić, poszukaj jakiejś knajpki na tyłach, gdzie nie przychodzą turyści, tylko pracownicy kompleksu (np. strażnicy), przyjrzyj się, ile płacą, i zapłać dokładnie tyle samo.

Jeśli masz swój transport i nie musisz dźwigać wszystkiego na plecach, możesz kupić w mieście zapas wody i zabrać go ze sobą. Oczywiście – woda, jak i wszystko inne, jest tańsza poza dzielnicą turystyczną. I tak: na bazarku za dolara możesz kupić 6l wody (12×0,5l), w dzielnicy turystycznej 3l (2×1,5l), a na terenie kompleksu – jedną butelkę 1,5l. Pamiętaj, że w Kambodży praktycznie zawsze jest gorąco, a Ty zamierzasz spędzić cały dzień biegając od świątyni do świątyni. 3l wody na głowę to minimum.

Zupa za dolara.

Zupa za dolara. Rzadkość.

Kiedy najlepiej odwiedzić Angkor Wat?

Pogoda w Kambodży w ciągu roku jest raczej przewidywalna: przez pół roku leje, przez pół nie. Oczywiście zwiedzanie w deszczu do najprzyjemniejszych nie należy, więc większość turystów wybiera porę suchą – i to jest tutaj tak zwany wysoki sezon.

Dla najładniejszych widoków i pogody najlepiej przyjechać w październiku lub listopadzie. Po wielomiesięcznym ulewnym monsunie las jest wciąż żywozielony, chociaż już tak nie pada. Niestety prawdopodobnie w tym okresie ceny są najwyższe i trudno znaleźć tani nocleg. Turystów też jest najwięcej, więc w kompleksie panuje tłok.

Później robi się coraz bardziej sucho, a las („dżungla” to raczej określenie na wyrost) żółknie. Około lutego i marca jest już tak sucho, że zaczynają się masowe pożary lasów i wypalanie traw. Nie ma więc co liczyć na piękne widoki. Las wygląda jak taka biedniejsza wersja polskiej jesieni, a panoramy ze wzgórz to raczej szarość aż po horyzont.

A może faktycznie najlepiej przyjechać w porze deszczowej? Może i można zmoknąć, ale przynajmniej ludzi powinno być trochę mniej, a sam kompleks powinien być najbliższy wyobrażeniom.

Widok ze szczytu głównej świątyni. Niebo jest szare od dymu z okolicznych pożarów.

Widok ze szczytu głównej świątyni. Niebo jest szare od dymu z okolicznych pożarów.

Czy warto płacić za przewodnika?

Jeśli interesuje Cię historia całego tego kompleksu, możesz sobie wynająć kogoś, kto Cię oprowadzi, ale raczej nie jest to tania zabawa. Jeśli chcesz zaoszczędzić, lepiej zorganizuj sobie to wcześniej (np. w hotelu) niż na terenie kompleksu. W ciągu dnia podejdzie do Ciebie sporo osób, oferując swoje usługi, ale trudno przewidzieć, ile są warte. Wiele osób próbuje także wciskać książki za grube dolary – w tym przypadku także lepiej poczytać o tym wcześniej niż potem latać od świątyni do świątyni i porównywać ruiny z tymi na obrazkach w książce.

Czy my wzięlibyśmy przewodnika? Nawet gdybyśmy mieli na to kasę – nie. Z dwóch powodów. Po pierwsze nie cierpimy, jak ktoś nas prowadzi i wyznacza nam tempo. Po drugie – rozmawialiśmy z paroma pracownikami kompleksu i wygląda na to, że oni sami nie wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi. Czy po przewodnikach można spodziewać się czegoś więcej?

Jeśli interesuje Cię historia kompleksu i chcesz ją poznać po taniości, to najłatwiej będzie po prostu łazić za jakąś grupą i słuchać, co ma do powiedzenia przewodnik. W ten sposób możesz cieszyć się swobodą zwiedzania, a jednocześnie dostawać pożądane informacje, kiedy tylko chcesz.

Reliefy w kompleksie Angkor Thom. O nich z chęcią dowiedziałbym się więcej.

Reliefy w kompleksie Angkor Thom. O nich z chęcią dowiedziałbym się więcej.

Czy mogę zostać w kompleksie na noc?

Jasne, jest to do zrobienia, ale raczej nie będzie to tak fajne, jak można by oczekiwać. Jeśli spodziewasz się przekradania do świątyń po ciemku czy robienia nocnych fotografii, to raczej możesz się przeliczyć – zdaje się, że po zmroku świątynie są mimo wszystko pilnowane. Zostanie w kompleksie na noc będzie więc w gruncie rzeczy oznaczać kitranie się po krzakach, żeby nie zostać zauważonym. Las jest ogromny, więc nie powinno to być trudne, ale gdzie w tym sens i jaka w tym przyjemność?

Sami chcieliśmy zostać na noc w kompleksie i zabraliśmy ze sobą namiot, ale z jakiegoś powodu – nie pamiętam jakiego – zrezygnowaliśmy i wróciliśmy do miasta. Może zapomnieliśmy kupić cebuli do zupy? Tak, to chyba to. Żadna zupa nie jest dobra bez cebuli.

Jeśli jednak upierasz się, żeby zostać tam na noc i czuć się jak Indiana Jones, to w Internecie można znaleźć parę relacji od ludzi, którzy to zrobili. Co ciekawe znaleźć można też mnóstwo zdjęć kompleksu pięknie oświetlonego w nocy, chociaż za dnia nie widać tam żadnych kabli ani reflektorów. Co to za magia? Chyba przez jakiś czas były dostępne nocne wycieczki, ale wygląda na to, że już nie są.

Ta Prohm.

Ta Prohm. Według relacji w Internecie podobno ktoś tam spał.

Wszyscy zwiedzają, tylko nie ja. Co robić?

Nic straconego. Siem Reap, czyli główna baza wypadowa do kompleksu Angkor, ma świetną bazę turystyczną. W ciągu dnia, kiedy wszyscy turyści wyruszają zwiedzać kompleks, miasto niemalże pustoszeje. To dobry moment, żeby skorzystać z jego wygód: wiele knajp i innych obiektów organizuje Happy Hours do godziny 18, czyli do momentu, kiedy wszyscy wrócą ze zwiedzania i miasto znowu się zapełni. Jedną z głównych atrakcji miasta są masaże – zazwyczaj tańsze niż w innych turystycznych zagłębiach Azji Południowo-Wschodniej. Półgodzinny masaż można sobie sprawić za 1-2 dolary.

***

Mam nadzieję, że dzięki temu poradnikowi nie będziesz zaskoczony ani zawiedziony tym, czym jest kompleks Angkor Wat, i że czas spędzony tam wykorzystasz jak najlepiej i wyniesiesz stamtąd jak najlepsze wspomnienia. A tak poza tym to ciesz się przygodą, łaź po ruinach, rób zdjęcia i dziel się nimi ze znajomymi. Po coś chyba wydajesz swoje dolary, co nie?

You may also like

%d bloggers like this: