Kambodża

Ludzkie ZOO. Kiedy bieda staje się atrakcją turystyczną, czyli wycieczka nad Tonle Sap w Kambodży

posted by Izabela 11 maja 2016 6 Comments
Dziewczynka z prezentami od turystów.
Zdjęcie znalazło się tutaj dzięki uprzejmości Łukasza Kędzierskiego, na którego bloga serdecznie zapraszamy.

Dziś zapraszam na wycieczkę do Kambodży. Zatrzymamy się w Siem Reap, najpopularniejszej turystycznej miejscowości. Tym razem to nie Angkor będzie tematem przewodnim. Dziś wybieramy się nad Tonle Sap, największe jezioro w Azji Południowo-Wschodniej. Jezioro zmienia swoją powierzchnię kilkukrotnie w zależności od pory roku. Z Mekongiem łączy je rzeka, która ma swój początek w okolicach Phnom Penh. To szczególne miejsce- rzeka dwa razy w roku zawraca, naprzemiennie niosąc wodę z Mekongu do jeziora w czasie monsunu, a w porze suchej z jeziora do Mekongu. Tutaj reguluje się gospodarka wodna dużej części Kambodży. I tutaj też reguluje się dopływ dolarów od bogatych turystów. A jest co zwiedzać – domy na palach, pływające wioski, prawdziwa Kambodża i prawdziwa egzotyka. Mieszka tu mnóstwo ludzi, w końcu to tutaj łowi się 70% ryb w Kambodży.

Wybierasz się nad Tonle Sap

Jezioro jest kilkanaście kilometrów od miasta. Trudno powiedzieć ile dokładnie, bo brzeg oddala się wraz ze zmniejszaniem się ilości wody w jeziorze. Trzeba tu jakoś dojechać. W zależności od chęci i budżetu możesz wynająć skuter, tuk-tuka albo wykupić miejsce w autokarze w lokalnym biurze podróży. Od początku czujesz tę ekscytację- będziesz oglądać prawdziwą Kambodżę, autentyczne życie i domy na wodzie. Zaczyna się niesamowicie. Z okna pojazdu tuż za miastem oglądasz plantacje lotosu, restauracyjki z hamakami, które w porze wilgotnej znajdują się nad wodą, i niewielkie rodzinne biznesy. Im bliżej jeziora, tym krajobraz robi się bardziej egzotyczny. Pale pod domami są coraz wyższe, pojawiają się też pierwsze „pływające” domy. Jest pora sucha, więc platformy z domami siadły na ziemi, ale kilkumetrowe konstrukcje z pali pod innymi domami dają wyobrażenie ile wody przybywa tu w czasie monsunu.

Zabudowania na palach po drodze nad jezioro.

Zabudowania na palach po drodze nad jezioro.

Droga prowadzi usypanym wałem przez kilka wiosek aż do portu. Port to określenie trochę na wyrost. Mimo, że jest ogromny, to obsługuje wyłącznie ruch turystyczny. Łódki różnej wielkości czekają na wycieczki i pojedynczych turystów. Twój kierowca zatrzymuje się na ogromnym parkingu. Parking otaczają małe sklepiki z mydłem i powidłem i restauracyjki, czekające na grube portfele zachodnich turystów. Teraz musisz tylko znaleźć łódkę. Już nie możesz się doczekać, zobaczysz prawdziwą egzotykę. Pływające wioski, rybacy zakładający sieci, dzieci płynące do szkoły, pływające sklepy. Niespieszne, spokojne życie w zgodzie z jeziorem.

Po drugiej stronie widać intensywne pola ryżowe i łódki mieszkańców zaparkowane w kanale.

Po drugiej stronie widać intensywne pola ryżowe i łódki mieszkańców zaparkowane w kanale.

Wysiadasz ze swojego środka transportu. W zasadzie nawet nie zdążyłeś otworzyć drzwi. Dookoła już biegają dzieci w różnym wieku. Najstarsze mają kilkanaście lat, najmłodsze kilka. Dzieciaki wiedzą jak się zachować. Pozują do zdjęć, robią smutne miny, wybuchają śmiechem. Ubrane biednie, widać że nie wiedzie się w domu najlepiej. Pykasz kilka fotek. Zapłaciłeś kilka dolarów za transport z miasta. To pewnie więcej niż ich rodzina ma na cały dzień. Głupio Ci więc odmówić, gdy proszą o pieniądze. Wyciągasz kilka dolarów i masz spokojniejsze sumienie. Nie wiesz, że one czekają tutaj na takich jak ty przez cały dzień. Nawet się nad tym nie zastanawiasz, ważne, że masz kilka fajnych ujęć smutnych kambodżańskich buziek.

Nie ważne jakim środkiem transportu przybędziesz - parking i jego okolice jest dobrze obstawiony przez dzieci. Za nami biegały by prosić o pieniądze.

Nie ważne jakim środkiem transportu przybędziesz – parking i jego okolice jest dobrze obstawiony przez dzieci. Za nami biegały by prosić o pieniądze.

Targujesz się o cenę łódki

Wszystkie oferty są z kosmosu, ale skoro już zaplanowałeś sobie dzień, płacisz kilkadziesiąt dolarów, by zobaczyć jedną z ważniejszych atrakcji turystycznych okolicy. Zanim wsiądziesz na łódkę kupujesz jeszcze trochę słodyczy w sklepiku przy brzegu. Masz świadomość, że wydałeś kupę kasy na swoją wycieczkę, a te biedne dzieci pewnie nigdy nie jadły czekolady. To nic, że ceny są zawyżone. Ważne, że zrobisz im przyjemność. Dobierasz jeszcze kilka zupek chińskich, dzięki Tobie może jakieś dziecko nie pójdzie dziś spać głodne.

Wypływasz na jezioro. Już w pierwszej wiosce na widok łódki z turystami dzieci wskakują do swoich łódek, bali i misek i ochoczo podpływają pozując do zdjęć. Przy okazji wołają o dolary i słodycze. Wrzucasz więc trochę swoich zakupów do wody i ochoczo przystępujesz do fotografowania, podczas gdy dzieciaki łowią ciastka z wody.

Cieszysz się, że tu przyjechałeś. Widoki robią niesamowite wrażenie. Masz już wiele świetnych ujęć, chyba najlepszych, jakie zrobiłeś do tej pory.

Pływające dzieci polujące na "dary" od turystów. Zarówno to, jak i tytułowe zdjęcie zostało zamieszczone na naszym blogu dzięki uprzejmości Łukasza Kędzierskiego, któremu udało się uchwycić w obiektywie te żenujące sceny. Zapraszamy na jego bloga i artykuł o pływającej wiosce.

Pływające dzieci polujące na „dary” od turystów.
Zarówno to, jak i tytułowe zdjęcie zostało zamieszczone na naszym blogu dzięki uprzejmości Łukasza Kędzierskiego, któremu udało się uchwycić w obiektywie te żenujące sceny. Serdecznie zapraszamy na jego bloga i artykuł o pływającej wiosce.

Przed każdym domem stoi łódka

Wyobrażasz sobie, jak codziennie o świcie rybacy wypływają na połów. Jak niesamowite musi być gotowanie w pływającej kuchni, kiedy przed zrobieniem obiadu pani domu zrywa świeży szczypiorek z pływającego ogrodu. Na niektórych domach widać panele słoneczne. Fajnie, że lokalni mieszkańcy są tacy ekologiczni i żyją w zgodzie ze środowiskiem. Nie zauważasz, że większość z nich wcale nie ma prądu. Braku prądu nawet nie powiązałeś z brakiem lodówek, nie zastanawiasz się, jak oni przechowują żywność w tak upalnym klimacie. Każdy za domem ma wychodek. Obserwujesz wszystko i robisz zdjęcia. Przed jednym z domów kobieta myje włosy wodą z jeziora. Innej wody przecież tu nie ma. W domu obok ktoś właśnie korzysta z ubikacji. A jego sąsiad właśnie myje warzywa w jeziorze. Wiedziałeś, że w tym kraju nie ma kanalizacji?

Wycieczka trwa już jakiś czas. Widzisz gromadkę dzieci na brzegu. Zostało Ci jeszcze trochę jedzenia. Na pewno im się przyda, wyglądają tak biednie. Rzucasz do rzeki wszystko, co Ci zostało. Skrupulatnie fotografujesz, gdy dzieciaki rzucają się do wody i płyną wpław do wyrzuconych cukierków. Robisz ostatnie zdjęcia i dopływasz do brzegu. Spędziłeś świetnie dzień.

Kolejna gromada dzieci obskakuje Cię zanim jeszcze dobrze nie wysiądziesz z łódki.

Bez skrępowania proszą o pieniądze

Pewnie musi być im bardzo ciężko, skoro są tak zdesperowane, że spędzają tu większość dnia, czekając na turystów. Nie masz już słodyczy, bo wszystkie wyrzuciłeś wcześniej do jeziora. Dzieci są natarczywe. Może są głodne, może nie miały za co zjeść śniadania? Wyciągasz trochę kasy. Dla ciebie to przecież nie dużo, raptem parę godzin pracy. A komuś mogą odmienić życie. Robisz im pożegnalne zdjęcie. Dzieci odchodzą szczęśliwe, w stronę portu, by czekać na kolejnych turystów. A ty wracasz do hotelu, masz świetne zdjęcia i dobry humor. W końcu pomogłeś dziś tylu osobom. Plujesz sobie tylko w brodę, że nie zajrzałeś do lokalnej szkoły. Wiesz, że jest taka możliwość, wiele osób to robi. Widziałeś nie jedną relację w internecie. To musiałaby być świetna atrakcja, chciałeś zobaczyć jak te biedne dzieci radzą sobie w szkole. Przynajmniej ty nie przeszkodziłeś dziś w lekcjach, by zrobić kilka zdjęć. Ale łódek są dziesiątki więc to niewiele zmienia.

Dzieci oblegające turystyczny autobus i turyści bez zastanowienia wyciągający kasę z portfela. Oprócz pieniędzy są też reklamówki z darami - pomysł uszczęśliwienia dzieciaków nie był więc całkiem spontaniczny.

Dzieci oblegające turystyczny autobus i turyści bez zastanowienia wyciągający kasę z portfela. Oprócz pieniędzy są też reklamówki z darami – pomysł uszczęśliwienia dzieciaków nie był więc całkiem spontaniczny.

Nigdzie, nigdzie, ale to absolutnie nigdzie na świecie nie spotkaliśmy się z tak natarczywym proszeniem o pieniądze przez dzieci. Nigdzie nie było to na tak dużą skalę. Nigdzie nie widzieliśmy dzieci obskakujących turystyczne autobusy. Nigdzie też nie widzieliśmy, by przez okno z takiego autobusu wyrzucać dzieciom słodycze. I byle szybciej robić zdjęcia. W Kambodży gdzieniegdzie stoją tablice informacyjne, na których prosi się turystów, by niczego lokalnym dzieciom nie rozdawać. Motywowane jest to tym, że dzieci są odciągane od nauki, zamiast w szkole spędzają czas przy atrakcjach turystycznych, czekając na słodycze i łatwe pieniążki. Takie bezmyślne rozdawnictwo sprawia, że dzieci nie mają szacunku do pieniędzy, do pracy i nie chodzą do szkoły. Niestety widzieliśmy też, co robią turyści nad wspomnianym jeziorem. Wynika z tego, że tych tablic jest za mało, stanowczo za mało. Nie wiemy, co myślą turyści zachowujący się w sposób opisany w artykule, ale uważamy takie zachowania za odrażające. Nie wiemy jaki jest najlepszy sposób, by pomóc lokalnej społeczności, wiemy natomiast, że ta forma pomocy, stosowana przez wielu turystów, jest definitywnie zła. Jeśli chcemy pomagać, pomagajmy świadomie! Jeśli nie umiemy pomagać świadomie, nie pomagajmy w ogóle, przynajmniej nie zaszkodzimy.

O Kambodży pisaliśmy już w artykule Jak wygląda kraj trzeciego świata, czyli co nam się nie podoba w Kambodży. Jeśli masz ochotę pozwiedzać Angkor Wat, zapraszamy tutaj – oprócz porad praktycznych czeka też relacja fotograficzna. Dziękujemy też Łukaszowi Kędzierskiemu za udostępnienie zdjęć. Tutaj możesz przeczytać jego serię artykułów o Kambodży i obejrzeć jeszcze więcej zdjęć z Angkor Wat.

You may also like

  • Niestety bardzo przykro jest oglądać takie sceny świadczące o kompletnym braku refleksji tych turystów, więc bardzo dobrze, że powstają takie wpisy, bo być może osoby szukające informacji, natkną się na niego i skłoni ich do „myślenia”

  • HubertS

    Hej – fajnie to napisaliście. Nie pierwszy raz widzę, jak się dzieciakom rzuca coś by cyknąć zdjęcie – prawda, żenada. Dziwne, że ci „turyści” nic nie rzucają starszym ludziom – jakby jednak wiedzieli, że coś jest z tym nie tak, i tu by się musieli zmierzyć z czyimś spojrzeniem bardziej równym swojemu. Pozdrowienia!

  • Izabela Ryba

    Najsmutniejsze jest to, że tu już nie chodzi tylko o to, że ktoś rzuci dzieciom cukierka. To wygląda jak biznes, który nieźle się kręci. Te dzieciaki cały czas siedzą na parkingu i czekają na autobusy z turystami.

    Grupy Chińczyków rozdawały pieniądze, słodycze i zupki chińskie kręcąc filmiki i robiąc zdjęcia dzieciakom. Na koniec wszyscy wsiedli do autobusu, wycieczka odjechała a dzieciaki na chwilę zniknęły. Zanim pojawiła się następna grupa turystów wszystkie dzieci wróciły na stanowiska.
    Te mniejsze biegały za nami machając przyjaźnie, robiąc miny i wołając o dolary i pchając rączki do naszych kieszeni. Mam wrażenie, że rodzice tych dzieci też biorą udział w całym procederze. W końcu tak jest łatwiej, po co cokolwiek robić skoro turyści codziennie przyjeżdżają.
    Nas to wszystko zmroziło. Poobserwowaliśmy to co dzieje się koło przystani z daleka i uciekliśmy stamtąd z ogromnym niesmakiem. Jeśli tak wygląda egzotyka to my dziękujemy za podobne atrakcje.

  • Pingback: Czemu tak męczysz, Nepalu? Spostrzeżenia po 10 tygodniach w kraju Himalajów | Nasza słodka bezdomność()

  • Pingback: Wiejskie życie wzdłuż Mekongu w Kambodży | Nasza sÅ?odka bezdomnoÅ?Ä?()

  • Pingback: Czy poza głównym szlakiem turystycznym w Kambodży jest co zwiedzać? – Punkt siedzenia()

%d bloggers like this: