SprzętŻycie w podróży

Elektronika w długiej podróży

posted by Izabela 29 maja 2016 2 Comments
SAMSUNG CSC

Podejść do elektroniki w podróży jest wiele. Są ludzie, który twierdzą, że nadmiar sprzętu przeszkadza w podróży, nie pozwala się skupić na przeżywaniu tego co nas spotyka – i mają w tym sporo racji. Z drugiej strony są też ci, którzy nie wyobrażają sobie życia (i podróży) bez stałego dostępu do Internetu i mediów społecznościowych.

Nie ma uniwersalnej odpowiedzi na pytanie jaką elektronikę zabrać w podróż – duże znaczenie ma tu długość wyjazdu, kierunek, cele podróży i osobisty stosunek do bycia on-line.

Co więc zabraliśmy my? I jak to w praktyce działa?

Po kilku miesiącach w drodze możemy już coś nieco o tym opowiedzieć.
Powiem coś w tajemnicy- ten wpis powstał już dawno temu. Ale zaraz potem zepsuliśmy telefon. Power bank. Potem jeszcze raz telefon. Kilka gadżetów musieliśmy wymienić, przy okazji zmieniając trochę podejście do sprzętu, którego ilość zaczyna się rozrastać. Na początku dokładnie liczyliśmy wagę, bo plecaki ciążyły nam mocno. Teraz przywykliśmy do sakw, gdzie kilogramy aż tak nie przeszkadzają. Od domu jesteśmy coraz dalej i chcemy mieć komfort przy pracy na komputerze. Często jesteśmy online, ale lubimy być niezależni od wolnego wi-fi. Cenimy sobie komfort pracy na urządzeniach elektronicznych w każdych warunkach, chcemy by nasz sprzęt działał długo bez zasilania. Chcemy również, by nie kosztował fortuny, by nie kusił potencjalnych złodziei i aby było nas stać na zakup nowego w razie awarii.

Aparat fotograficzny

Krzysiek po poprzedniej podróży, przeglądając nasze zdjęcia upierał się przy kupnie lustrzanki. Na szczęście nie mieliśmy na to środków, bo poważnie przerażało mnie targanie ze sobą tak dużego aparatu. Po głębszej analizie okazało się, że nasz aparat wcale nie jest taki zły 🙂 Postanowiliśmy tylko wymienić kitowy obiektyw na jaśniejszy stało ogniskowy. Focimy więc Samsungiem NX1000, z obiektywem Samsunga 30mm ze światłem 2.0. Zastanawialiśmy się też nad zabraniem teleobiektywu, ale jest ciężki, drogi i już w pochmurną pogodę wymaga fotografowania na statywie, na razie więc odpuściliśmy te wydatki. Ten zakup rozważamy coraz poważniej, jednak odłożyliśmy go na „po Nepalu”.  Wozimy też kilka zapasowych baterii, bo nasz aparat pozwala się ładować tylko przez dedykowaną ładowarkę, a nie zawsze mamy możliwość podłączyć do sieci wszystkie sprzęty. Do zdjęć nocnych używamy małego statywu kulkowego, o wysokości ok 30 cm i wadze 250g. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale na razie nie znaleźliśmy lepszego.

Fajnie byłoby mieć profesjonalny statyw i super obiektywy, ale na nasze potrzeby właściwie wystarcza sprzęt który mamy. Najważniejsze, że jest lekki, kompaktowy i zajmuje mało miejsca.

Fajnie byłoby mieć profesjonalny statyw i super obiektywy, ale na nasze potrzeby właściwie wystarcza sprzęt który mamy. Najważniejsze, że jest lekki, kompaktowy i zajmuje mało miejsca.

Komputer

W krótszej podróży można go sobie spokojnie odpuścić, jednak my już rok temu, kiedy byliśmy w trasie prawie trzy miesiące dostawaliśmy palpitacji serca na myśl o wizycie w kafejce internetowej i ostatecznie przez całą podróż nie opublikowaliśmy na blogu żadnych materiałów.

Postanowiliśmy więc kupić podróżny sprzęt. Mieliśmy kilka kryteriów: wytrzymała bateria, minimalna waga, klawiatura- na stałe albo podpinana w taki sposób, by umożliwiać pracę na kolanie, no i przede wszystkim niska cena. Urządzenia typu 2w1 wydawały mi się zbyt delikatne i, znając moją specyfikę pracy , obawiałam się że elementy łączące klawiaturę z tabletem nie pożyją zbyt długo.

Zdecydowaliśmy się więc na model Asus X205T, który co prawda nie ma dotykowego ekranu, ale waży mniej niż 1 kg, i umożliwia 8 godzin rzeczywistej pracy na baterii. Ważną kwestią była też cena- niecały 1000zł. Ekran 11 cali jest dla mnie idealnym kompromisem między wygodą użytkowania a wygodą przenoszenia. Nasz komputer demonem szybkości co prawda nie jest, jednak umożliwia relatywnie płynną pracę. Nasz laptop ma już wyraźne ślady zużycia na obudowie, ale służy nam dzielnie. Nie zabezpieczamy go jakoś specjalnie przed uszkodzeniami – najczęściej po prostu zawijamy go w śpiwór. Mamy też duże plastikowe, płaskie pudełko z typu do przechowywania żywności, do którego w razie potrzeby możemy włożyć laptopa. Korzystaliśmy z tego rozwiązania w czasie podróży z plecakami, żeby przypadkiem nie zgnieść matrycy sadzając tyłek na plecaku w czasie czekania na stopa 🙂

A wpisy na bloga powstają tak. Żartuję. Najczęściej piszę w namiocie, siedząc w kucki, na kolanie w czasie śniadania i wtedy, kiedy akurat nie ma na to kompletnie czasu.

A wpisy na bloga powstają tak.
Żartuję. Najczęściej piszę w namiocie, siedząc w kucki, na kolanie w czasie śniadania i wtedy, kiedy akurat nie ma na to kompletnie czasu.

Telefon

W podróż wyjeżdżaliśmy z dwoma telefonami. Lumią 535, którą kupiłam po awarii mojego starego telefonu za namową sprzedawcy. Okazało się, że faktycznie, jak zapewniał mni sprzedawca, mapy są niezłe, ale nie obejmują połowy odwiedzanych przez nas krajów 😀 Dodatkowo mała pamięć wewnętrzna, niemożliwość zgrywania map na kartę pamięci, brak wielu użytecznych aplikacji na system Windows Phone(aplikacji mojego banku, banku Krzyśka, do zgrywania zdjęć z aparatu przez wi-fi i kilku innych) oraz okropny manager zarządzania stroną na facebooku zdecydowanie dyskwalifikują ten telefon jako jedyny telefon podróżnika-blogera.

Kolejny smartfon zamówiliśmy niewiele przed wyjazdem, kiedy zdaliśmy sobie sprawę z mankamentów jedynego naszego sprawnego telefonu. Postawiliśmy na Aliexpress i chińskie wydanie Lg f240. Telefon jak za tę cenę miał niesamowite możliwości, na początku bardzo się więc polubiliśmy. Jednak dość szybko okazało się, że jest bardzo delikatnym urządzeniem- najpierw porysowała się szybka na obiektywie aparatu, chwilę później zaczęła rozpadać się obudowa i wyświetlacz. Próbowaliśmy go reanimować, jednak ponieśliśmy tylko dodatkowe wydatki a telefon wciąż jest niesprawny. Kupiliśmy więc tablet, a telefonów już właściwie nie używamy.

Tablet

Od jakiegoś czasu złościły nas wieczorne kłótnie o laptopa. Chcieliśmy mieć możliwość być online jednocześnie. Wybraliśmy urządzenie, które odpali nasze ulubione mapy Locus Pro i będzie miało możliwość włożenia karty sim. Ze względu na możliwość instalowania pewnych aplikacji wybraliśmy urządzenie na Androidzie. Małe- tylko 7 cali, bo taki rozmiar mieści się do Krzyśkowej torby na kierownicy. Zdecydowaliśmy się na model Huawei za ok 400zł. Nie jest to wysoka półka, ale bateria wygląda na wytrzymałą, a urządzenie nie rzuca się w oczy bo to najpopularniejszy model w tej części świata.

Śniadanie na plaży. Tablet na stole- odpowiadanie na maile, planowanie trasy i czytanie książki w przerwie od kotleta.

Śniadanie na plaży. Tablet na stole- odpowiadanie na maile, planowanie trasy i czytanie książki w przerwie od kotleta.

Power bank

W obecnych czasach, przy coraz bardziej prądożernych smartphonach, raczej potrzebny gadżet, zwłaszcza jeśli czasem oddalamy się od cywilizacji. Pierwszy, który kupiliśmy na Aliexspress, odmówił współpracy w Laosie, czyli po 3 miesiącach w podróży i około 6 od zakupu. Gniazda USB wzięły i odpadły od płyty głównej. Nie rozpamiętywaliśmy specjalnie sprawy, bo urządzenie kosztowało nas ok 50 zł, było z nami pół roku i umożliwiało 3 krotne naładowanie baterii w telefonie. Kolejny power bank sprawiliśmy sobie niedługo po przekroczeniu Tajskiej granicy. Pojemność jest podobna, może odrobinę wyższa, czas ładowania trochę dłuższy i cena porównywalna. Urządzenie pozwala na prawie dwukrotne naładowanie tabletu. Akurat w tej części świata podobne urządzenia sprzedają prawie na każdym rogu, więc wymiana nie stanowi problemu. Należy jednak pamiętać, że pojemność podawana przez sprzedawcę ma zwykle niewiele wspólnego z rzeczywistością, a porządny power bank musi swoje ważyć.

Przejściówka do kontaktu

W Azjatyckich krajach czasem co granicę zmienia się rodzaj wtyczek do kontaktu. Trzy bolce, dwa bolce, płaskie, okrągłe – prawdziwy miszmasz. Wiedzieliśmy o tym i przed wyjazdem zaopatrzyliśmy się w uniwersalną przejściówkę, dzięki której możemy korzystać z praktycznie każdego typu gniazdek. Szczerze- to chyba najmniej przydatny gadżet. Właściwie w każdym hotelu, czy miejscu w którym mamy możliwość podładować baterie znajdziemy uniwersalne kontakty, do których bez problemu podłączymy każdy typ wtyczki, również ten używany w Polsce. Niestety czasem gniazdka są za luźne i wtyczki zwyczajnie wypadają. Wtedy przejściówka (albo taśma klejąca) może być pomocna. Może dwa- trzy razy przez kilka miesięcy zdarzyło nam się nie znaleźć odpowiedniego dla naszych wtyczek kontaktu.

Ładowarka samochodowa

Przydaje się szczególnie kiedy jeździmy stopem. Wtedy zawsze można podładować telefon po drodze i nie martwić się o dostęp do prądu. Odkąd mamy rowery raczej bezużyteczna 🙂

Karty pamięci i dysk zewnętrzny

Nasze zdjęcia trzymamy w dwóch miejscach – na karcie pamięci i na zewnętrznym dysku USB. Używamy dysku pancernego, w gumowej obudowie, który według zapewnień producenta jest odporny na wszystko 🙂 Nasz komputer praktycznie nie ma wbudowanej pamięci, więc odpada jako miejsce do backupu danych. Planowaliśmy robić jeszcze jedną kopię plików w chmurze w internecie, ale jakoś nigdy przypomnienie sobie o tym nie zgrało się z dostępem do odpowiednio szybkiego łącza. Co nie znaczy, że nasze rozwiązanie polecamy, bo sami musimy nad nim jeszcze popracować.

Adapter USB do kart pamięci

Nasz aparat współpracuje tylko z dużymi kartami pamięci a komputer tylko z tymi małymi. Co prawda mamy też możliwość przesyłania danych przez kabel USB, ale powoduje to rozładowywanie baterii w obu urządzeniach jednocześnie. Zakupiliśmy więc za pół dolara adapter, do którego wkładamy dowolną kartę pamięci i podłączamy na usb jak pendrive.

Wiatraczek na USB

Fanaberia? Nie w Azji Południowo-Wschodniej nad morzem 🙂 Właściwie dopiero po powrocie z Nepalu, w Malezji zrozumieliśmy co znaczy duszno i gorąco. Śpimy pod samą moskitierą od namiotu, ale mimo to, kiedy tylko zasuniemy zamek nie da się oddychać i momentalnie zalewa nas pot. Przy otwartych drzwiach nie da się spać ze względu na komary. Wozimy więc ze sobą mały gadżet- wiatraczek o średnicy ok. 8 cm, zasilany przez USB. Podłączamy go do komputera albo power banka. Nie korzystamy z niego często, ale zdecydowanie uprzyjemnia nam wieczory, kiedy jest wybitnie duszno.

Modem do internetu

Każdy, kto kiedykolwiek korzystał z bezprzewodowego internetu z sieci komórkowej wie o czym mówię. Podłączamy takie urządzenie z kartą sim w środku na USB do komputera i możemy cieszyć się internetem. O kartach sim za granicą pisaliśmy już tutaj. Niestety nie ma tak łatwo, bo nasze porty USB są już trochę zużyte i kiedy komputer stoi na czymś innym niż biurko (czyli zawsze w podróży) co chwila przerywa się połączenie. Z tego względu modemu nie używamy, w zamian udostępniając sieć przez wi-fi z tabletu. Sprawa jest prostsza jeśli komputer ma wejście na kartę sim.

Po czasie uważamy że zestaw laptop i tablet w podróży dla dwóch osób to całkiem niezłe rozwiązanie. Na komputerze ogarniamy bardziej zaawansowane rzeczy, gramy w gry i piszemy bloga. To znaczy ja piszę, bo Krzysiek lubi katować się na tablecie. Tablet służy głównie do sprawdzania mapy, tu też ogarniamy facebooki, odpisujemy na maile i czytamy książki (to też głównie ja). Możemy też być on line jednocześnie i jednocześnie czytać głupoty w internecie, dzięki czemu mamy też więcej czasu na zajmowanie się innymi rzeczami. A jak Ty radzisz sobie ze sprzętem w podróży? Masz jakieś uwagi, chcesz coś dodać? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

You may also like

  • Tom Strider

    Patent dla fotografów, którzy nie chcą brać netbooka i nie mają kasy na kosmicznie drogie fotobanki – dysk z wew. zasilaniem, wifi i wejściem na karty SD np. My Passport Wireless. Czytałem też o przejściówkach OTG, które umożliwiają za pomocą tableta zgrywać materiał z kart na zwykłe dyski, ale tej opcji nie testowałem. Jeśli chodzi o telefony nigdy smartfona nie miałem, zastępuje mi go tablet Lenovo A3500, a do dzwonienia używam Samsunga Solida. Co do map polecam Osmanda na Androida, świetny zarówno do stopowania jak i pieszych wędrówek.
    Pozdrawiam 😉

  • Izabela Ryba

    Super opcja z tym dyskiem! Chociaż my w krótsze podróże bierzemy po prostu dodatkowe karty SD a porządkujemy wszystko po powrocie.
    Ale nie miałam pojęcia, że takie cuda istnieją. Również o tym, że można zgrywać zdjęcia z tabletu na dysk twardy.
    Dzięki za komentarz i również pozdrawiam

%d bloggers like this: